Tomasz Dziki o Włocławku

Zamach na Policmajstra Miasta Włocławka

W ostatnim artykule napisałem o wydarzeniach, które
miały miejsce w latach rewolucji 1905-1907. podałem tak-
że przykłady zamachów na
urzędników rosyjskich, które
organizowała Organizacja Bojowa PPS. Dziś wiemy, że nie
przynosiły one oczekiwanych
rezultatów. Na miejsce zamordowanych Rosjan przychodzili nowi,
nieraz jeszcze bardziej zdeterminowani w tropieniu działaczy lewicowych, i nieufni wobec Polaków.
Partia nie rezygnowała z tego typu
akcji także po zakończeniu rewolucji. Zabójstwem politycznym,
które odbiło się szerokim echem
w całym Królestwie Polskim, było
zastrzelenie we Włocławku w dniu
3 VIII 1910 r. (21 lipca wg kalendarza juliańskiego) Policmajstra
Miasta Włocławka kapitana Nowikowa. Na temat tej akcji ukazał
się m.in. artykuł na łamach gazety
„Naprzód” (Kraków, 14 VIII 1910
r.), w którym stwierdzono m.in.,
że Nowikow był autorem licznych
prowokacji, których ofiarami byli
działacze i sympatycy włocławskiej
PPS. Powszechnie twierdzono, że
Nowikow wyróżniał się szczególną
aktywnością w rozbijaniu lokalnych struktur ruchu robotniczego.
Odniósł w tym zakresie wiele sukcesów, i stąd „zasłużył” sobie na
taki los.
Zabójstwo Nowikowa „postawiło
na nogi” żandarmerię całej guberni warszawskiej. Na polecenie
zarządu gubernialnego żandarmerii, 4 VIII (nazajutrz po fakcie)
z Warszawy do Włocławka przyjechał przedstawiciel zarządu żandarmerii powiatów warszawskiego,
nowomińskiego i radzymińskiego.
Jego zadaniem było zapoznanie się
z efektami zaledwie kilkunastogodzinnego śledztwa miejscowej
żandarmerii i straży ziemskiej w
zakresie motywów, przebiegu zamachu oraz podejrzeń o winnych
jego przeprowadzenia. W wyniku
jego prac powstał pierwszy tajny
raport, który do Warszawy trafił 4
dni później. Raport zawiera m.in.
opis zamachu, i stąd można odtworzyć czytelnikom jego przebieg. Z
dokumentu wynika, że wieczorem
3 VIII 1910 r. kapitan Nowikow postanowił odwiedzić żonę niejakiego
Iliasewicza rotmistrza 5 Litewskiego Pułku Ułanów, która mieszkała w jednej z kamienic przy ul.
Królewieckiej. W trakcie spotkania zaproponował jej wyjście do
miejscowego kinematografu, który
mieścił się w siedzibie teatru przy
ul. Cyganka. Zabrali ze sobą dwoje nieletnich dzieci Iliasewiczów.
Przedstawienie zakończyło się ok.
godziny 10 wieczorem. Po wyjściu
z kinematografu Iliasewicz zaproponowała aby do domu wracali ul.
Szeroką (obecnie 3 Maja). Ulica ta
tętniła wtedy życiem i była dobrze
oświetlona. Nowikow namówił ją
jednak na powrót ul. Cyganka.
Dzieci szły kilka kroków przed
nimi. Kapitanowi Nowikowowi nie
towarzyszył żaden funkcjonariusz
straży ziemskiej, gdyż wcześniej
zrezygnował z ochrony. W pewnym
momencie, niedaleko zbiegu ul.
Cyganka i Królewiecka (w odległo-
ści ok. 400 kroków od teatru), do
kapitana szybkim krokiem podeszło z tyłu dwóch mężczyzn. Jeden
z nich, z bliskiej odległości, strzelił z pistoletu do Nowikowa, który
upadł na ziemię i po kilkudziesię-
ciu sekundach zmarł. Towarzyszą-
ca mu Iliasewicz najpierw zaczęła
krzyczeć, następnie zrobiło jej się
słabo i zemdlała.
Wersję tę uzupełniły zeznania
przypadkowego świadka zamachu,
pięcioletniego syna niejakiego Blachowicza, zamieszkałego przy ul.
Cyganka. Według niego zabójcy
wyszli na ul. Cygankę z ul. Kró-
lewieckiej, przeszli koło domu,
w którego bramie akurat on stał,
minęli Nowikowa i Iliasewicz, następnie odwrócili się, szybko ich
dogonili i dokonali zabójstwa. Zdaniem małoletniego świadka jeden z
napastników miał być ubrany „po
wojskowemu”. Nie potwierdziła
tego jego matka, która wybiegła z
domu gdy usłyszała krzyk kobiety
i własnego dziecka. Ona zeznała,
że widziała dwóch ubranych na
czarno mężczyzn, którzy bardzo
szybkim krokiem weszli w ul. Kowalską, która łączyła wtedy ul.
Cyganka z ul. Łęgską (aktualnie
takiego połączenia tych ulic nie
ma). W trakcie śledztwa dotarto
jeszcze do jednego świadka, mieszkańca ul. Kowalskiej (w tekście
podano, że był to Włocławianin
żydowskiego pochodzenia), który
widział zabójców, ale gdy próbował
się do nich zbliżyć oni oddali w jego
kierunku strzał, i z tego powodu
wycofał się. Z uwagi na to, że cały
ten rejon nie był oświetlony, istniejąca latarnia na ul. Cyganka w tym
czasie była zgaszona, świadkowie
nie potrafili opisać zamachowców
oraz stwierdzić, czy te osoby były
im znane. Wymieniony mieszkaniec ul. Kowalskiej dodał tylko, że
widział jak te dwie osoby spotkały
się jeszcze z jedną i razem uciekli.
W pierwszym dniu nie dotarto do
żadnych innych świadków. W opisany rejon miasta szybko wysłano
patrole policyjne. W krótkim czasie zatrzymano aż 16 osób, które
albo wyglądały podejrzanie, albo
nie posiadały przy sobie żadnych
dokumentów.
Ostatecznie  osoby  te  zostały wypuszczone, ale w wyniku dalszego
energicznego śledztwa padły podejrzenia na szereg innych ludzi.
Szybko okazało się, że organizatorem zamachu była Organizacja Bojowa PPS Frakcji Rewolucyjnej. Od
początku ta koncepcja zdawała się
być najbardziej wiarygodna. Większość pytanych o potencjalne motywy wskazywała udział Nowikowa
w rozbiciu w 1907 r. miejscowych
struktur PPS Frakcji Rewolucyjnej, a także wiele innych działań
politycznych kapitana. Wstępne
ustalenia stały się podstawą do
przeprowadzenia w sierpniu 1910
r. licznych aresztowań, i to nie tylko we Włocławku, ale i regionie
kujawsko-dobrzyńskim.  Zabójstwo kapitana Nowikowa było
ostatnią tak spektakularną
akcją Organizacji Bojowej PPS
FR na terenie Włocławka. Rosjanie przeprowadzili bardzo
dużo akcji odwetowych, w efekcie których niemal kompletnie
rozbito miejscowe struktury tej
partii.
     W ostatnim artykule napisałem o wydarzeniach, które miały miejsce w latach rewolucji 1905-1907. podałem tak-że przykłady zamachów na urzędników rosyjskich, które organizowała Organizacja Bojowa PPS. Dziś wiemy, że nie przynosiły one oczekiwanych rezultatów. Na miejsce zamordowanych Rosjan przychodzili nowi, nieraz jeszcze bardziej zdeterminowani w tropieniu działaczy lewicowych, i nieufni wobec Polaków. Partia nie rezygnowała z tego typu akcji także po zakończeniu rewolucji. Zabójstwem politycznym, które odbiło się szerokim echem w całym Królestwie Polskim, było zastrzelenie we Włocławku w dniu 3 VIII 1910 r. (21 lipca wg kalendarza juliańskiego) Policmajstra Miasta Włocławka kapitana Nowikowa. Na temat tej akcji ukazał się m.in. artykuł na łamach gazety „Naprzód” (Kraków, 14 VIII 1910 r.), w którym stwierdzono m.in., że Nowikow był autorem licznych prowokacji, których ofiarami byli działacze i sympatycy włocławskiej PPS. Powszechnie twierdzono, że Nowikow wyróżniał się szczególną aktywnością w rozbijaniu lokalnych struktur ruchu robotniczego. Odniósł w tym zakresie wiele sukcesów, i stąd „zasłużył” sobie na taki los.
     Zabójstwo Nowikowa „postawiło na nogi” żandarmerię całej guberni warszawskiej. Na polecenie zarządu gubernialnego żandarmerii, 4 VIII (nazajutrz po fakcie) z Warszawy do Włocławka przyjechał przedstawiciel zarządu żandarmerii powiatów warszawskiego, nowomińskiego i radzymińskiego. Jego zadaniem było zapoznanie się z efektami zaledwie kilkunastogodzinnego śledztwa miejscowej żandarmerii i straży ziemskiej w zakresie motywów, przebiegu zamachu oraz podejrzeń o winnych jego przeprowadzenia. W wyniku jego prac powstał pierwszy tajny raport, który do Warszawy trafił 4 dni później. Raport zawiera m.in. opis zamachu, i stąd można odtworzyć czytelnikom jego przebieg. Z dokumentu wynika, że wieczorem 3 VIII 1910 r. kapitan Nowikow postanowił odwiedzić żonę niejakiego Iliasewicza rotmistrza 5 Litewskiego Pułku Ułanów, która mieszkała w jednej z kamienic przy ul. Królewieckiej. W trakcie spotkania zaproponował jej wyjście do miejscowego kinematografu, który mieścił się w siedzibie teatru przy ul. Cyganka. Zabrali ze sobą dwoje nieletnich dzieci Iliasewiczów. Przedstawienie zakończyło się ok. godziny 10 wieczorem. Po wyjściu z kinematografu Iliasewicz zaproponowała aby do domu wracali ul. Szeroką (obecnie 3 Maja). Ulica ta tętniła wtedy życiem i była dobrze oświetlona. Nowikow namówił ją jednak na powrót ul. Cyganka. Dzieci szły kilka kroków przed nimi. Kapitanowi Nowikowowi nie towarzyszył żaden funkcjonariusz straży ziemskiej, gdyż wcześniej zrezygnował z ochrony. W pewnym momencie, niedaleko zbiegu ul. Cyganka i Królewiecka (w odległo-ści ok. 400 kroków od teatru), do kapitana szybkim krokiem podeszło z tyłu dwóch mężczyzn. Jeden z nich, z bliskiej odległości, strzelił z pistoletu do Nowikowa, który upadł na ziemię i po kilkudziesię-ciu sekundach zmarł. Towarzyszą-ca mu Iliasewicz najpierw zaczęła krzyczeć, następnie zrobiło jej się słabo i zemdlała.
     Wersję tę uzupełniły zeznania przypadkowego świadka zamachu, pięcioletniego syna niejakiego Blachowicza, zamieszkałego przy ul. Cyganka. Według niego zabójcy wyszli na ul. Cygankę z ul. Kró-lewieckiej, przeszli koło domu, w którego bramie akurat on stał, minęli Nowikowa i Iliasewicz, następnie odwrócili się, szybko ich dogonili i dokonali zabójstwa. Zdaniem małoletniego świadka jeden z napastników miał być ubrany „po wojskowemu”. Nie potwierdziła tego jego matka, która wybiegła z domu gdy usłyszała krzyk kobiety i własnego dziecka. Ona zeznała, że widziała dwóch ubranych na czarno mężczyzn, którzy bardzo szybkim krokiem weszli w ul. Kowalską, która łączyła wtedy ul. Cyganka z ul. Łęgską (aktualnie takiego połączenia tych ulic nie ma). W trakcie śledztwa dotarto jeszcze do jednego świadka, mieszkańca ul. Kowalskiej (w tekście podano, że był to Włocławianin żydowskiego pochodzenia), który widział zabójców, ale gdy próbował się do nich zbliżyć oni oddali w jego kierunku strzał, i z tego powodu wycofał się. Z uwagi na to, że cały ten rejon nie był oświetlony, istniejąca latarnia na ul. Cyganka w tym czasie była zgaszona, świadkowie nie potrafili opisać zamachowców oraz stwierdzić, czy te osoby były im znane. Wymieniony mieszkaniec ul. Kowalskiej dodał tylko, że widział jak te dwie osoby spotkały się jeszcze z jedną i razem uciekli. W pierwszym dniu nie dotarto do żadnych innych świadków. W opisany rejon miasta szybko wysłano patrole policyjne. W krótkim czasie zatrzymano aż 16 osób, które albo wyglądały podejrzanie, albo nie posiadały przy sobie żadnych dokumentów.
     Ostatecznie  osoby  te  zostały wypuszczone, ale w wyniku dalszego energicznego śledztwa padły podejrzenia na szereg innych ludzi. Szybko okazało się, że organizatorem zamachu była Organizacja Bojowa PPS Frakcji Rewolucyjnej. Od początku ta koncepcja zdawała się być najbardziej wiarygodna. Większość pytanych o potencjalne motywy wskazywała udział Nowikowa w rozbiciu w 1907 r. miejscowych struktur PPS Frakcji Rewolucyjnej, a także wiele innych działań politycznych kapitana. Wstępne ustalenia stały się podstawą do przeprowadzenia w sierpniu 1910 r. licznych aresztowań, i to nie tylko we Włocławku, ale i regionie kujawsko-dobrzyńskim.  Zabójstwo kapitana Nowikowa było ostatnią tak spektakularną akcją Organizacji Bojowej PPS FR na terenie Włocławka. Rosjanie przeprowadzili bardzo dużo akcji odwetowych, w efekcie których niemal kompletnie rozbito miejscowe struktury tej partii.

Browar „B” czy Browar Bojańczyków?

W budynkach, gdzie istniał browar Bojańczyków, czyli przy ul. Łęgskiej, powstaje, czy też ma
powstać centrum kultury pod nazwą Browar „B”.
Do niedawna nie interesowałem się tą sprawą,
m.in. z tego względu, że nikt z pomysłodawców
tego przedsięwzięcia nie pokusił się o zadanie pytania zawodowym historykom o to, czy nazwa ta
jest odpowiednia.
Niedawno miałem okazję wygłosić referat o
dziejach rodu Bojańczyków. Tak jak wspomniałem
nazwisko to znane jest we Włocławku, np. z tego
powodu, że mamy w centrum jedną ulicę nazwaną
imieniem Jerzego Zygmunta Bojańczyka. Podczas
spotkania z mieszkańcami, i przedstawiania faktów
z dziejów rodu Bojańczyków zadano mi pytanie o tę
„nową” nazwę obiektów po byłym browarze. Wtedy zacząłem się nad tym problemem zastanawiać.
Ostatecznie uznałem, że nazwa ta jest dziwna, i
moim zdaniem nieodpowiednia. Myślę, że w ten
sposób tracimy niepowtarzalną okazję „uczczenia”
zasług bardzo zasłużonych dla Włocławka ludzi.
Stwierdziłem, że proponowana nazwa jest enigmatyczna, anonimowa. To, co będzie stworzone w
budynkach po browarze Bojańczyków nie powinno
nosić nazwy „Browar B”, lecz po prostu „Browar
Bojańczyków”.
Z tego powodu po raz kolejny przypomnę czytelnikom najważniejsze fakty z historii tego miejsca. Twórcą browaru był założyciel fortuny rodu
Bojańczyków — Kazimierz, który żył w latach
1796-1855. Kazimierz najpierw dzierżawił jeden
z browarów istniejących w mieście, a po krótkim
czasie zdecydował się na zainwestowanie w tę
gałąź przemysłu. Browar przy ul. Łęgskiej powstał
między 1840 a 1842 r. Początkowo był to mały
zakład. We wrześniu 1844 r. całą omawianą nieruchomość Kazimierz zapisał jednemu ze swoich
synów z 1 małżeństwa Rafałowi, który żył w latach
1824-1885. To Rafał był tą osobą, która rozbudowała zakład. Aby zwalczyć konkurencję zainwestował w firmę duże pieniądze, pobudował nowoczesne — jak na tamte czasy — budynki fabryczne.
Jednocześnie wysłał swojego syna Wincentego do
Warszawy, do jednego ze znanych browarów, któ-
rego właścicielem był Herman Jung, aby tam nauczył się technologii produkcji piwa bawarskiego
oraz zasad prowadzenia dużego przedsiębiorstwa.
Po przybyciu do Włocławka Wincenty (1850-
1926) prowadził firmę wspólnie z ojcem. Jedynym
właścicielem zakładu został w 1887 r., po śmierci
obojga rodziców. Tak samo jak Rafał, tak i Wincenty inwestował w rodzinne przedsiębiorstwo.
Browar Bojańczyków był już wtedy jedynym browarem działającym w mieście, i największym browarem w naszym regionie.
Do następnej zmiany organizacyjnej przedsię-
biorstwa doszło w 1907 r. W tym roku Wincnety
z powodu kłopotów zdrowotnych przekazał prowadzenie browaru synowi Jerzemu Zygmuntowi
(ur. 2 V 1881 r.). Browar pozostawał, więc nadal
interesem rodzinnym. Do ostatniej zmiany własnościowej w historii browaru doszło w 1921 r.
Po ciężkiej dla zakładu I wojnie światowej, aby
móc go uruchomić J. Z. Bojańczyk musiał zgromadzić potrzebny do tego kapitał. Zdecydował
się na utworzenie spółki akcyjnej. Do pierwszego
zgromadzenia akcjonariuszy doszło 5 VIII 1921 r.
Spółka istniała pod nazwą „Browar i Słodownia we
Włocławku Spółka Akcyjna”. Oczywiście akcjonariuszami byli w większości członkowie rodziny
Bojańczyków. Niestety trudne lata międzywojenne,
kryzysy gospodarcze sprawiły, że nie udało się
uratować przedsiębiorstwa. W dniu 10 X 1936 r.
zarząd spółki w składzie Irena Haack z domu Bojańczyk, Jerzy Z. Bojańczyk i Włodzimierz Haack,
uznał, że dalsze prowadzenie firmy jest niemożliwe
i postanowił złożyć do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości spółki. Ten wniosek został przez sąd
odrzucony. Następny został jednak przyjęty. Postanowienie o upadłości spółki zostało ogłoszone
20 I 1937 r. Likwidacja spółki trwała bardzo długo.
Właściwie zakończono ją dopiero w 1969 r. Podstawą było postanowienie Sądu Powiatowego we
Włocławku z dnia 19 XII 1968 r., na mocy, którego uznano nieruchomości po browarze za mienie
opuszczone i przejęto je na Skarb Państwa.
Reasumując, browar Bojańczyków, którego obiekty istnieją do chwili obecnej, ma bardzo
długie tradycje. Został pobudowany, i był przez
dziesiątki lat prowadzony przez poszczególnych
przedstawicieli rodziny Bojańczyków. Każdy z
nich był człowiekiem cenionym, znanym i bardzo
zasłużonym dla rozwoju naszego miasta. Nie byli
to tylko przedsiębiorcy, ale również społecznicy.
Byli ludźmi, którzy mieli duży udział w tworzeniu
współczesnego image Włocławka. Z tego powodu,
uważam, że przyjmując anonimową nazwę obiektów po browarze tracimy niepowtarzalną szansę
wyrażenia wdzięczności kilku bardzo ważnym dla
historii Włocławka osobom.
     W budynkach, gdzie istniał browar Bojańczyków, czyli przy ul. Łęgskiej, powstaje, czy też ma powstać centrum kultury pod nazwą Browar „B”. Do niedawna nie interesowałem się tą sprawą, m.in. z tego względu, że nikt z pomysłodawców tego przedsięwzięcia nie pokusił się o zadanie pytania zawodowym historykom o to, czy nazwa ta jest odpowiednia. 
     Niedawno miałem okazję wygłosić referat o dziejach rodu Bojańczyków. Tak jak wspomniałem nazwisko to znane jest we Włocławku, np. z tego powodu, że mamy w centrum jedną ulicę nazwaną imieniem Jerzego Zygmunta Bojańczyka. Podczas spotkania z mieszkańcami, i przedstawiania faktów z dziejów rodu Bojańczyków zadano mi pytanie o tę „nową” nazwę obiektów po byłym browarze. Wtedy zacząłem się nad tym problemem zastanawiać. Ostatecznie uznałem, że nazwa ta jest dziwna, i moim zdaniem nieodpowiednia. Myślę, że w ten sposób tracimy niepowtarzalną okazję „uczczenia” zasług bardzo zasłużonych dla Włocławka ludzi. Stwierdziłem, że proponowana nazwa jest enigmatyczna, anonimowa. To, co będzie stworzone w budynkach po browarze Bojańczyków nie powinno nosić nazwy „Browar B”, lecz po prostu „Browar Bojańczyków”.
     Z tego powodu po raz kolejny przypomnę czytelnikom najważniejsze fakty z historii tego miejsca. Twórcą browaru był założyciel fortuny rodu Bojańczyków — Kazimierz, który żył w latach 1796-1855. Kazimierz najpierw dzierżawił jeden z browarów istniejących w mieście, a po krótkim czasie zdecydował się na zainwestowanie w tę gałąź przemysłu. Browar przy ul. Łęgskiej powstał między 1840 a 1842 r. Początkowo był to mały zakład. We wrześniu 1844 r. całą omawianą nieruchomość Kazimierz zapisał jednemu ze swoich synów z 1 małżeństwa Rafałowi, który żył w latach 1824-1885. To Rafał był tą osobą, która rozbudowała zakład. Aby zwalczyć konkurencję zainwestował w firmę duże pieniądze, pobudował nowoczesne — jak na tamte czasy — budynki fabryczne. Jednocześnie wysłał swojego syna Wincentego do Warszawy, do jednego ze znanych browarów, któ-rego właścicielem był Herman Jung, aby tam nauczył się technologii produkcji piwa bawarskiego oraz zasad prowadzenia dużego przedsiębiorstwa. Po przybyciu do Włocławka Wincenty (1850-1926) prowadził firmę wspólnie z ojcem. Jedynym właścicielem zakładu został w 1887 r., po śmierci obojga rodziców. Tak samo jak Rafał, tak i Wincenty inwestował w rodzinne przedsiębiorstwo. Browar Bojańczyków był już wtedy jedynym browarem działającym w mieście, i największym browarem w naszym regionie.
     Do następnej zmiany organizacyjnej przedsię-biorstwa doszło w 1907 r. W tym roku Wincnety z powodu kłopotów zdrowotnych przekazał prowadzenie browaru synowi Jerzemu Zygmuntowi (ur. 2 V 1881 r.). Browar pozostawał, więc nadal interesem rodzinnym. Do ostatniej zmiany własnościowej w historii browaru doszło w 1921 r. Po ciężkiej dla zakładu I wojnie światowej, aby móc go uruchomić J. Z. Bojańczyk musiał zgromadzić potrzebny do tego kapitał. Zdecydował się na utworzenie spółki akcyjnej. Do pierwszego zgromadzenia akcjonariuszy doszło 5 VIII 1921 r. Spółka istniała pod nazwą „Browar i Słodownia we Włocławku Spółka Akcyjna”. Oczywiście akcjonariuszami byli w większości członkowie rodziny Bojańczyków. Niestety trudne lata międzywojenne, kryzysy gospodarcze sprawiły, że nie udało się uratować przedsiębiorstwa. W dniu 10 X 1936 r. zarząd spółki w składzie Irena Haack z domu Bojańczyk, Jerzy Z. Bojańczyk i Włodzimierz Haack, uznał, że dalsze prowadzenie firmy jest niemożliwe i postanowił złożyć do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości spółki. Ten wniosek został przez sąd odrzucony. Następny został jednak przyjęty. Postanowienie o upadłości spółki zostało ogłoszone 20 I 1937 r. Likwidacja spółki trwała bardzo długo. Właściwie zakończono ją dopiero w 1969 r. Podstawą było postanowienie Sądu Powiatowego we Włocławku z dnia 19 XII 1968 r., na mocy, którego uznano nieruchomości po browarze za mienie opuszczone i przejęto je na Skarb Państwa.
     Reasumując, browar Bojańczyków, którego obiekty istnieją do chwili obecnej, ma bardzo długie tradycje. Został pobudowany, i był przez dziesiątki lat prowadzony przez poszczególnych przedstawicieli rodziny Bojańczyków. Każdy z nich był człowiekiem cenionym, znanym i bardzo zasłużonym dla rozwoju naszego miasta. Nie byli to tylko przedsiębiorcy, ale również społecznicy. Byli ludźmi, którzy mieli duży udział w tworzeniu współczesnego image Włocławka. Z tego powodu, uważam, że przyjmując anonimową nazwę obiektów po browarze tracimy niepowtarzalną szansę wyrażenia wdzięczności kilku bardzo ważnym dla historii Włocławka osobom.

Obchody „Cudu nad Wisłą” we Włocławku w okresie międzywojennym (1921-1930)

W tym roku mija 90 lat „Cudu nad
Wisłą”, czyli odparcia przez armię
polską najazdu bolszewickiego. Waż-
nym elementem tamtych wydarzeń
były walki o Włocławek, które miały
miejsce w dniach 16-19 VIII. Analizując ich przebieg nie mam wątpliwości, że obrona Włocławka także
zakończyła się „cudem”. Brak rozpoznania wroga, opanowanie trudnej
sytuacji, jaka zaistniała wtedy w mie-
ście, bohaterska postawa obrońców
oraz zwycięstwo wojska polskiego
w walkach o stolicę, spowodowały, że
Włocławek, mimo strat i zniszczeń,
obronił się przed bolszewicką grabie-
żą i gwałtem, obronił również stolicę
przed tragiczną powtórką z historii.
Wszystko to dzięki temu, że nie udało
się bolszewikom zdobyć mostu. Warto to podkreślać w każdym momencie i przy każdej okazji gdyż nawet we
współcześnie ukazujących się publikacjach spotyka się błędne informacje na ten temat. Mam tutaj na myśli
m.in. książkę o historii Polski (z kolekcji Gazety Wyborczej), która ukazała się druk iem w 2007 r. W jednym
z tomów serii znany profesor Tomasz
Nałęcz stwierdził „Tuchaczewski powtarzał manewr Paskiewicza z 1831
r. i sforsowawszy Wisłę pod Płockiem
i Włocławkiem szykował się do zaatakowania Warszawy od nie umocnionego zachodu. Czuł się zwycięzcą
i zbagatelizował fakt, że linia frontu
bardzo się wydłużyła, a pomiędzy…”
(cytat z: Historia Polski, T. 11. Polska
1831-1939, Wydawnictwo Naukowe
PWN, Warszawa 2007, s. 339).
Z powodu wagi tych wydarzeń od
szeregu lat (po odbudowie pomnika), co roku włocławianie spotykają
się na szpetalskim wzgórzu by uczcić
pamięć pomordowanych tam obroń-
ców miasta. Przez dziesiątki lat po
1945 r., ze zrozumiały względów, robiono to potajemnie, bez oficjalnych
przemówień, bez udziału władz. Teraz jest inaczej. W 90-tą rocznicę we
Włocławku najpierw 15 VIII organizowano uroczystości Święta Wojska
Polskiego oraz 90. Rocznicy „Cudu
nad Wisłą”, k t óre odbyły się w ra mach
ogólnopolskich obchodów. Z kolei
19 VIII spotkano się pod Pomnikiem
Obrońców Wisły 1920 r. W organizację tych obchodów zaangażowały
się władze kościelne, miejskie oraz
samorządu wojewódzkiego. Z uwagi
na „okrągłość” rocznicy wydarzeń
z sierpnia 1920 r. uważam, że warto
napisać kilka słów jak Włocławianie
pamiętali o nich w następnych latach
po 1920 r.
Już w 1920 r. powstał w mieście
komitet ds. budowy pomnika w miejscu, gdzie zostali pochowani polegli
obrońcy. Komitet, mimo, ze spotkał
się z pomocą władz, życzliwością
wielu ludzi, powoli, ale systematycznie gromadził na ten cel środki
finansowe oraz materiały budowlane. Nie udało się jednak zbudować
pomnika przed 1 i 2 rocznicą. W po-
łowie 1921 r. zaczął działać Komitet
Obchodów „Święta Wisły”, którym
miał za zadanie zorganizowanie obchodów 1 rocznicy odparcia bolszewików. Z komitetem współpracowały
władze miejskie. Obchody „Święta
Wisły” odbyły się w dn. 12-15 VIII,
a właściwie t ylko 15 VIII. W t ym dniu

     W tym roku mija 91 lat „Cudu nad Wisłą”, czyli odparcia przez armię polską najazdu bolszewickiego. Waż-nym elementem tamtych wydarzeń były walki o Włocławek, które miały miejsce w dniach 16-19 VIII. Analizując ich przebieg nie mam wątpliwości, że obrona Włocławka także zakończyła się „cudem”. Brak rozpoznania wroga, opanowanie trudnej sytuacji, jaka zaistniała wtedy w mie-ście, bohaterska postawa obrońców oraz zwycięstwo wojska polskiego w walkach o stolicę, spowodowały, że Włocławek, mimo strat i zniszczeń, obronił się przed bolszewicką grabie-żą i gwałtem, obronił również stolicę przed tragiczną powtórką z historii. Wszystko to dzięki temu, że nie udało się bolszewikom zdobyć mostu. Warto to podkreślać w każdym momencie i przy każdej okazji gdyż nawet we współcześnie ukazujących się publikacjach spotyka się błędne informacje na ten temat. Mam tutaj na myśli m.in. książkę o historii Polski (z kolekcji Gazety Wyborczej), która ukazała się druk iem w 2007 r. W jednym z tomów serii znany profesor Tomasz Nałęcz stwierdził „Tuchaczewski powtarzał manewr Paskiewicza z 1831 r. i sforsowawszy Wisłę pod Płockiem i Włocławkiem szykował się do zaatakowania Warszawy od nie umocnionego zachodu. Czuł się zwycięzcą i zbagatelizował fakt, że linia frontu bardzo się wydłużyła, a pomiędzy…” (cytat z: Historia Polski, T. 11. Polska 1831-1939, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007, s. 339).

     Z powodu wagi tych wydarzeń od szeregu lat (po odbudowie pomnika), co roku włocławianie spotykają się na szpetalskim wzgórzu by uczcić pamięć pomordowanych tam obroń-ców miasta. Przez dziesiątki lat po 1945 r., ze zrozumiały względów, robiono to potajemnie, bez oficjalnych przemówień, bez udziału władz. Teraz jest inaczej. W 90-tą rocznicę we Włocławku najpierw 15 VIII organizowano uroczystości Święta Wojska Polskiego oraz 90. Rocznicy „Cudu nad Wisłą”, k t óre odbyły się w ra mach ogólnopolskich obchodów. Z kolei 19 VIII spotkano się pod Pomnikiem Obrońców Wisły 1920 r. W organizację tych obchodów zaangażowały się władze kościelne, miejskie oraz samorządu wojewódzkiego. Z uwagi na „okrągłość” rocznicy wydarzeń z sierpnia 1920 r. uważam, że warto napisać kilka słów jak Włocławianie pamiętali o nich w następnych latach po 1920 r.

     Już w 1920 r. powstał w mieście komitet ds. budowy pomnika w miejscu, gdzie zostali pochowani polegli obrońcy. Komitet, mimo, ze spotkał się z pomocą władz, życzliwością wielu ludzi, powoli, ale systematycznie gromadził na ten cel środki finansowe oraz materiały budowlane. Nie udało się jednak zbudować pomnika przed 1 i 2 rocznicą. W po-łowie 1921 r. zaczął działać Komitet Obchodów „Święta Wisły”, którym miał za zadanie zorganizowanie obchodów 1 rocznicy odparcia bolszewików. Z komitetem współpracowały władze miejskie. Obchody „Święta Wisły” odbyły się w dn. 12-15 VIII, a właściwie t ylko 15 VIII. W t ym dniudo kościoła parafialnego pw. św. Jana z Częstochowy przywieziono kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. 12, a 14 VIII miało miejsce uroczyste Po obraz pojechała (specjalnym pociągiem) liczna delegacja. Wyjechano poświęcenie obrazu, i równie uroczyste przeniesienie go na stację kolejową w Częstochowie. Zasadnicze obchody święta odbyły się na bulwarach (wtedy ul. Bulwarnej), gdzie zgromadziły się liczne delegacje różnych stowarzyszeń obchodów, a także wojsko i mieszkańcy miasta. W tym samym czasie, po drugiej stronie rzeki, zgodnie z programem miała mieć miejsce msza święta, w czasie której planowano poświęcić  kamień węgielny „… pod pomnik dla naszych obrońców oraz świeżo odbudowanego mostu, …”. Wspomniany obraz Matki Boskiej Częstochowskiej uroczyście przeniesiono do kościoła św. Jana dopiero po południu 15 VIII. Po drodze z dworca kolejowego wybudowano 5 bram triumfalnych. W 1921 r. połączono obchodu rocznicy zwycięstwa z bolszewikami ze świętem kościelnym Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Zaskakujące jest to, że w 1 rocznicę, a więc jeszcze świeżo po zdarzeniach z 1920 r., uroczystości odbyły się 15 VIII, a nie np. 19, czyli w dzień kiedy tak naprawdę miasto dopiero było bezpieczne.

     W kolejnych la t a ch mie sz k a ńc y miasta również pamiętali o wydarzeniach z sierpnia 1920 r. W 1922 r. główne uroczystości też odbyły się 15 VIII. W ich zorganizowanie zaangażowały się władze miejskie, które zaapelowa-ły do organizacji społecznych, wojska, duchowieństwa i ludności o wzięcie w nich udziału. Wszystko zaczęło się wieczorem 14 VIII. Uczestnicy zgromadzili się na Placu Saskim, gdzie zaplanowano przyjęcie symbolicznego raportu, odsłuchanie hymnu państwowego i pochód ulicami miasta na ul. Bulwarną. Tam doszło do przeglądu wojska i ponownego odśpiewania hymnu. Główne uroczystości, jak już wspomniałem, odbyły się nazajutrz 15 VIII. Składały się z nabożeństwa, a potem defilady wojskowej. Po południu władze miejscowego garnizonu wojskowego zorganizowały szereg rozrywek dla mieszkańców Włocławka. W kolejnych latach obchody rocznicy „Cudu nad Wisłą” miały zbliżony charakter, z tą różnicą, że ich elementem stało się organizowanie marszów pod Pomnik Obrońców Wisły 1920 r., który uroczyście odsłonięty został dokładnie 1 X 1922 r. W 1924 r. główne obchody święta miały miejsce 15 VIII, natomiast marsz pod pomnik 17 VIII. Pod koniec lat 20. uroczystości były skromne. Nie łączono ich z 15 VIII. Na przykład w 1928 r. odbyły się one 27 VIII.

     Z uwagi na to, że niniejszy artykuł powstaje w 91. rocznicę „Cudu nad Wisłą”, myślę, że warto szerzej opisać obchody pierwszej „okrągłej” rocznicy, czyli uroczystości jakie miały miejsce w 1930 r. W tym roku władze państwowe postanowiły zorganizować wspólnie kilka rocznicy ważnych z historii Polski wydarzeń, czyli: Święta Odzyskania Niepodległości; 10-lecia zwycięstwa nad bolszewikami; i Setnej Rocznicy Powstania Listopadowego. Wszystkie miały odbyć się w listopadzie. Pracy było więc dużo, stąd we Włocławku powstał bardzo szeroki Komitet Obywatelski, który zajął się organizacją obchodów. Na czele komitetu stanął prezydent miasta Stefan Pachnowski. Do Komitetu weszli przedstawiciele miejscowych stowarzyszeń i organizacji społecznych, a także instytucji oświatowych, duchowieństwa, i lokalnych mediów. We Włocławku, pomimo, że podporządkowano się decyzjom państwowym o kumulacji rocznic i również zaplanowano kulminacje obchodów na listopad, to jednak nie zapomniano o sierpniu. Dnia 15 VIII 1930 r. odbyło się w mieście lokalne święto. Rozpoczęło się od uroczystego nabożeństwa w świątyniach wszystkich wyznań. Po tym złożono wieńce pod pomnikiem „Poległych w r. 1920 Obrońców Wisły”.

     W listopadzie 1930 r., zgodnie z planem, w mieście odbyły się główne obchody wymienionych trzech rocznic. Dodam, że w pierwotnym programie Komitet przew idy wał: uroczystości kościelne, wojskowe, odsłonięcie tablicy pamiątkowej na cześć mieszkańców miasta, którzy zginęli w „wojnach polsko — bolszewickich 1918-1920” oraz odsłonięcie „płaskorzeźby — medalionu na cześć Marszałka Piłsudskiego”. W programie znalazło się również złożenie kwiatów pod pomnikiem za Wisłą. Oficjalnym obchodom miało towarzyszyć mnóstwo imprez kulturalnych i rozrywkowych. Plany były ambitne, niestety nie wszystko udało się zrealizować. Kluczowym momentem obchodów stało się odsłonięcie tablicy poświęconej Józefowi Piłsudskiemu. Wydarzenie to zgromadziło wielu gości. Podczas uroczystego jej odsłonięcia prezydent miasta S. Pachnowski w swoim przemówieniu oddał hołd mieszkańcom Włocławka, którzy oddali życie w walkach z bolszewikami. Nie doszło do odsłonięcia poświę-conej im tablicy.

     Z powyższego tekstu wynika, że do 1930 r. Włocławianie zachowywali pamięć o wydarzeniach z sierpnia 1920 r. Okazywali szacunek dla ludzi, którzy wtedy oddali życie. W następnych latach również odbywały się uroczystości upamiętniające to co wydarzyło się w sierpniu 1920 r. Jednak z uwagi na ramy artykułu temat zakończę na 1930 r. 

 

Kazimierz Bojańczyk (1796-1855) — twórca fortuny rodu Bojańczyków

Dwa miesiące wcześniej napisałem artykuł, w którym sporo
miejsca poświęciłem rodzinie Bojańczyków, znanych włocławskich
przedsiębiorców. Mieszkańcom
Włocławka najbardziej znana jest
postać Jerzego Zygmunta Bojań-
czyka. Między innymi jego imieniem nazwana jest jedna z ulic
w centrum miasta.
Mimo, że ukazało się już kilka publikacji naukowych o przedstawicielach tego rodu — większość mojego autorstwa — to jednak wciąż stosunkowo
m a ł o mó w i s i ę o p r z o d k a c h J . B o j a ń c z yka, a szczególnie o założycielu fortuny
tego rodu, bo przecież Bojańczykowie
to rodzina dziewiętnastowiecznych
fabrykantów, działaczy społecznych,
właścicieli dużych fabryk i wielu nieruchomości. Dodam, że była to jedna
z niewielu rodzin — przedstawicieli
burżuazji przemysłowej — pochodzenia polskiego. Zdecydowana większość
dużych fabryk, które funkcjonowały
w mieście przed 1914 r. należała do
fabrykantów pochodzenia żydowskiego i niemieckiego. Zresztą tak było
również w innych miastach polskich
pod zaborem rosyjskim.
W trakcie badań nad historią rodu
Bojańczyków oraz browaru, który
istniał przy ul. Łęgskiej udało mi
się ustalić, że twórcą dziewiętnastowiecznej fortuny Bojańczyków był
Kazimierz. Urodził się we Włocławku
w 1796 r. (ochrzczony został 3 marca
tego roku), jako jedno z kilkorga dzieci Franciszka Bojańczyka i jego żony
Marianny. Była to średniozamożna
rodzina rzemieślnicza. Ojciec Kazimierza był ślusarzem. On również
został rzemieślnikiem, a konkretnie
rzeźnikiem. Nie odziedziczył dużego majątku, nie miał kapitału, który
pozwoliłby mu rozpocząć działalność
gospodarczą na szerszą skalę. Mimo
to odniósł sukces. Jego kariera od rzemieślnika do fabrykanta i bogatego
obywatela miasta była bardzo podobna do karier wielu innych ówczesnych
przedstawicieli późniejszej burżuazji
przemysłowej Królestwa Polskiego.
Kazimierz był bardzo aktywny, pracowity, konsekwentny i bezwzględny
w działaniu. Nie rezygnując z rzemiosła poszerzał zakres swojej dzia-
łalności gospodarczej. Oprócz tego, że
produkował żywność to również nią
zaczął handlować. Już w drugim dziesięcioleciu XIX w. dzierżawił jedną
z jatek rzeźniczych. Ta działalność
w rozwijającym się demograficznie
mieście musiała przynosić spore dochody, gdyż już w 1819 r. stać go było
na kupienie domu ze stajenkom przy
ul. Szyperskiej. W 1825 r. otworzył
własny szynk „trunków krajowych”.
Produkcja i handel alkoholem w tamtych czasach również było zajęciem
bardzo dochodowym. Spore zyski
Kazimierzowi przynosiły także dzier-
żawy różnych podatków miejskich.
W czasach kiedy żył i działał władze
miejskie nie zatrudniały poborców
różnych opłat, tylko je wydzierżawia-
ły, a dzierżawca miał spore udziały
w zyskach. Podpisywano kontrakt,
na mocy którego dzierżawca zobowiązywał się do uzyskania w ciągu
roku określonych dochodów na rzecz
kasy miejskiej, natomiast potencjalnymi zyskami dzielono się z nim.
I t ak m.in. w l. 20. Kazimierz był dzier-
żawcą dochodu targowego i łopatkowego, w l. 30. wydzierżawiał jezioro
miejskie.
Innym źródłem sporych wpływów
finansowych było wydzierżawianie
nieruchomości, np. folwarków, gorzelni, szynków alkoholi i browaru, zarówno od miasta jak od osób prywatnych.
W 1833 r. wydzierżawił m.in. jeden
z browarów i to było pierwsze zetknię-
cie się Kazimierza z tą branżą. Dzier-
żawił też m.in. folwark Papieżka. Kolejnym ważnym źródłem dochodów
była lichwa. Kazimierz zarabiane
pieniądze pożyczał na procent i najczęściej pod zastaw hipoteczny nieruchomości. Nieraz było tak, że za długi
zajmował nieruchomość i do momentu
spłacenia pr zez d łużnik a poż yczonych
kwot czerpał też zyski np. z wynajmu
zajętych lokali. Kazimierz inwestował w nieruchomości, którymi często
również obracał. Wspomniany dom
przy ul. Szyperskiej sprzedał (w 1828
r.) i kupił sobie kamienicę przy Rynku
(obecnie Stary Rynek). Ponadto np.
w 1853 r. kupił osadę młyńską Słodowo, która składała się z 2 młynów
i gruntu. W tej osadzie zamieszkał
z rodziną. Był jej właścicielem krótko. Tuż przed śmiercią w 1855 r.
zdecydował się na jej zbycie, oczywiście za dużo większą kwotę niż
ją kupił. Transakcję sfinalizowała
jego druga żona.
Warto dodać, że udział w tworzeniu podstaw majątkowych fortuny
Bojańczyków miała też jego pierwsza
żona Marianna z domu Opoczyńska.
Marianna otrzymała od matki całość
materiału budowlanego z rozebranego domu i zabudowań gospodarczych
oraz wszystkie ruchomości domowe
i gotówkę w kwocie 30 talarów. Darowizna ta stała się przyczyną konfliktu rodzinnego. Otóż w zamian za to
Julianna, matka Marianny, zastrzegła
sobie prawo do dożywotniego użytkowania połowy nowego domu córki.
Nie podpisały jednak umowy. Marianna nie wywiązała się z obietnicy, nie
przyjęła matki, co stało się przyczyną jej wydziedziczenia przez matkę
w 1833 r.
W l. 30. Kazimierz stał się właścicielem także szeregu nieruchomości
przy ul. Łęgskiej. Ponadto w 1837 r.
kupił od Hindy Leszczyńskiej całość
materiału budowlanego z jej opustoszałej i spalonej gorzelni, która istniała
nad rzeką Zgłowiączką. Wspominam
o tym, gdyż przy zakupie Kazimierz
zobowiązał się do spożytkowania tych
materiałów do budowy obiektu o podobny charakterze. Na tej podstawie
można wnioskować, że wtedy planował już budowę browaru. Stąd moje
przypuszczenia, że pierwsze obiekty
browaru przy ul. Łęgskiej powstały
między 1837 a 1842 r., czyli nieco póź-
niej niż sugerowano w szeregu książek
o historii Włocławka. Nie prowadził
zakładu długo. W 1844 r. cały browar
„massiv murowany” wraz z nieruchomością przy ul. Łęgskiej 123 (póź-
niej 137) przekazał swojemu synowi
z pierwszego małżeństwa Rafałowi
(ur. w 1824 r.). Zobowiązał wtedy
Rafała do wypłacenia połowy kwoty
wartości majątku drugiemu synowi
Teofilowi po osiągnięciu przez niego
pełnoletności. Decyzja przekazania
najważniejszej części swojej fortuny
jednemu tylko synowi oraz dążenie
do zabezpieczenia finansowego dzieci głównie z pierwszego małżeństwa,
stały się po jego śmierci przyczyną
długotrwałego konfliktu rodzinnego.
Kazimierz zmarł 24 IX 1855 r.
w osadzie młyńskiej w Słodowie. Jak
już zasygnalizowałem był dwukrotnie
żonaty. Z pierwszą żoną Marianną
z Opoczyńskich (ok. 1794 — 22 V 1834
r.) m i a ł a ż d z ie w ię c io r o d z ie c i ( 7 s y nó w
i 2 córki). Marianna zmarła w 1834 r.
i pozostawiła go ze sporą gromadką
nieletnich dzieci (z dziewięciorga
w 1834 r żyło siedmioro). Nie dziwi
więc fakt, że już po 5 miesiącach od
jej śmierci ożenił się po raz drugi. Jego
wybranką została młodsza od niego
o 14 lat panna Katarzyna Gołębiewska. Z nią z kolei miał aż dziesięcioro dzieci (4 synów i 6 córek). Ostatnia córka Scholastyna urodziła się
w 1850 r., czyli w tym samym roku
co jego wnuk i syn Rafała — Wincenty
Albrecht Bojańczyk, późniejszy wła-
ściciel browaru, współzałożyciel włocławskiej ochotniczej straży ogniowej, z kolei ostatni syn Kazimierz
przyszedł na świat cztery miesiące po
śmierci ojca.
     Mieszkańcom Włocławka najbardziej znana jest postać Jerzego Zygmunta Bojań-czyka. Między innymi jego imieniem nazwana jest jedna z ulic w centrum miasta. 
     Mimo, że ukazało się już kilka publikacji naukowych o przedstawicielach tego rodu — większość mojego autorstwa — to jednak wciąż stosunkowo m a ł o mó w i s i ę o p r z o d k a c h J . B o j a ń c z yka, a szczególnie o założycielu fortuny tego rodu, bo przecież Bojańczykowie to rodzina dziewiętnastowiecznych fabrykantów, działaczy społecznych, właścicieli dużych fabryk i wielu nieruchomości. Dodam, że była to jedna z niewielu rodzin — przedstawicieli burżuazji przemysłowej — pochodzenia polskiego. Zdecydowana większość dużych fabryk, które funkcjonowały w mieście przed 1914 r. należała do fabrykantów pochodzenia żydowskiego i niemieckiego. Zresztą tak było również w innych miastach polskich pod zaborem rosyjskim.
     W trakcie badań nad historią rodu Bojańczyków oraz browaru, który istniał przy ul. Łęgskiej udało mi się ustalić, że twórcą dziewiętnastowiecznej fortuny Bojańczyków był Kazimierz. Urodził się we Włocławku w 1796 r. (ochrzczony został 3 marca tego roku), jako jedno z kilkorga dzieci Franciszka Bojańczyka i jego żony Marianny. Była to średniozamożna rodzina rzemieślnicza. Ojciec Kazimierza był ślusarzem. On również został rzemieślnikiem, a konkretnie rzeźnikiem. Nie odziedziczył dużego majątku, nie miał kapitału, który pozwoliłby mu rozpocząć działalność gospodarczą na szerszą skalę. Mimo to odniósł sukces. Jego kariera od rzemieślnika do fabrykanta i bogatego obywatela miasta była bardzo podobna do karier wielu innych ówczesnych przedstawicieli późniejszej burżuazji przemysłowej Królestwa Polskiego. 
     Kazimierz był bardzo aktywny, pracowity, konsekwentny i bezwzględny w działaniu. Nie rezygnując z rzemiosła poszerzał zakres swojej dzia-łalności gospodarczej. Oprócz tego, że produkował żywność to również nią zaczął handlować. Już w drugim dziesięcioleciu XIX w. dzierżawił jedną z jatek rzeźniczych. Ta działalność w rozwijającym się demograficznie mieście musiała przynosić spore dochody, gdyż już w 1819 r. stać go było na kupienie domu ze stajenkom przy ul. Szyperskiej. W 1825 r. otworzył własny szynk „trunków krajowych”. Produkcja i handel alkoholem w tamtych czasach również było zajęciem bardzo dochodowym. Spore zyski Kazimierzowi przynosiły także dzier-żawy różnych podatków miejskich. W czasach kiedy żył i działał władze miejskie nie zatrudniały poborców różnych opłat, tylko je wydzierżawia-ły, a dzierżawca miał spore udziały w zyskach. Podpisywano kontrakt, na mocy którego dzierżawca zobowiązywał się do uzyskania w ciągu roku określonych dochodów na rzecz kasy miejskiej, natomiast potencjalnymi zyskami dzielono się z nim. I t ak m.in. w l. 20. Kazimierz był dzier-żawcą dochodu targowego i łopatkowego, w l. 30. wydzierżawiał jezioro miejskie.
     Innym źródłem sporych wpływów finansowych było wydzierżawianie nieruchomości, np. folwarków, gorzelni, szynków alkoholi i browaru, zarówno od miasta jak od osób prywatnych. W 1833 r. wydzierżawił m.in. jeden z browarów i to było pierwsze zetknię-cie się Kazimierza z tą branżą. Dzier-żawił też m.in. folwark Papieżka. Kolejnym ważnym źródłem dochodów była lichwa. Kazimierz zarabiane pieniądze pożyczał na procent i najczęściej pod zastaw hipoteczny nieruchomości. Nieraz było tak, że za długi zajmował nieruchomość i do momentu spłacenia pr zez d łużnik a poż yczonych kwot czerpał też zyski np. z wynajmu zajętych lokali. Kazimierz inwestował w nieruchomości, którymi często również obracał. Wspomniany dom przy ul. Szyperskiej sprzedał (w 1828 r.) i kupił sobie kamienicę przy Rynku (obecnie Stary Rynek). Ponadto np. w 1853 r. kupił osadę młyńską Słodowo, która składała się z 2 młynów i gruntu. W tej osadzie zamieszkał z rodziną. Był jej właścicielem krótko. Tuż przed śmiercią w 1855 r. zdecydował się na jej zbycie, oczywiście za dużo większą kwotę niż ją kupił. Transakcję sfinalizowała jego druga żona.Warto dodać, że udział w tworzeniu podstaw majątkowych fortuny Bojańczyków miała też jego pierwsza żona Marianna z domu Opoczyńska. Marianna otrzymała od matki całość materiału budowlanego z rozebranego domu i zabudowań gospodarczych oraz wszystkie ruchomości domowe i gotówkę w kwocie 30 talarów. Darowizna ta stała się przyczyną konfliktu rodzinnego. Otóż w zamian za to Julianna, matka Marianny, zastrzegła sobie prawo do dożywotniego użytkowania połowy nowego domu córki. Nie podpisały jednak umowy. Marianna nie wywiązała się z obietnicy, nie przyjęła matki, co stało się przyczyną jej wydziedziczenia przez matkę w 1833 r.
     W l. 30. Kazimierz stał się właścicielem także szeregu nieruchomości przy ul. Łęgskiej. Ponadto w 1837 r. kupił od Hindy Leszczyńskiej całość materiału budowlanego z jej opustoszałej i spalonej gorzelni, która istniała nad rzeką Zgłowiączką. Wspominam o tym, gdyż przy zakupie Kazimierz zobowiązał się do spożytkowania tych materiałów do budowy obiektu o podobny charakterze. Na tej podstawie można wnioskować, że wtedy planował już budowę browaru. Stąd moje przypuszczenia, że pierwsze obiekty browaru przy ul. Łęgskiej powstały między 1837 a 1842 r., czyli nieco póź-niej niż sugerowano w szeregu książek o historii Włocławka. Nie prowadził zakładu długo. W 1844 r. cały browar „massiv murowany” wraz z nieruchomością przy ul. Łęgskiej 123 (póź-niej 137) przekazał swojemu synowi z pierwszego małżeństwa Rafałowi (ur. w 1824 r.). Zobowiązał wtedy Rafała do wypłacenia połowy kwoty wartości majątku drugiemu synowi Teofilowi po osiągnięciu przez niego pełnoletności. Decyzja przekazania najważniejszej części swojej fortuny jednemu tylko synowi oraz dążenie do zabezpieczenia finansowego dzieci głównie z pierwszego małżeństwa, stały się po jego śmierci przyczyną długotrwałego konfliktu rodzinnego.
    Kazimierz zmarł 24 IX 1855 r. w osadzie młyńskiej w Słodowie. Jak już zasygnalizowałem był dwukrotnie żonaty. Z pierwszą żoną Marianną z Opoczyńskich (ok. 1794 — 22 V 1834 r.) m i a ł a ż d z ie w ię c io r o d z ie c i ( 7 s y nó w i 2 córki). Marianna zmarła w 1834 r. i pozostawiła go ze sporą gromadką nieletnich dzieci (z dziewięciorga w 1834 r żyło siedmioro). Nie dziwi więc fakt, że już po 5 miesiącach od jej śmierci ożenił się po raz drugi. Jego wybranką została młodsza od niego o 14 lat panna Katarzyna Gołębiewska. Z nią z kolei miał aż dziesięcioro dzieci (4 synów i 6 córek). Ostatnia córka Scholastyna urodziła się w 1850 r., czyli w tym samym roku co jego wnuk i syn Rafała — Wincenty Albrecht Bojańczyk, późniejszy wła-ściciel browaru, współzałożyciel włocławskiej ochotniczej straży ogniowej, z kolei ostatni syn Kazimierz przyszedł na świat cztery miesiące po śmierci ojca.

Z przeszłości administracyjnej Włocławka

W 1975 r. Włocławek został stolicą województwa włocławskiego.
Obecnie jest stolicą powiatu włocławskiego, i przynależy do województwa kujawsko-pomorskiego.
Te fakty znane są mieszkańcom
miasta i regionu. Inaczej jest jednak ze znajomością przeszłości
administracyjnej naszego miasta
w historii, a szczególnie w okresie zaborów, kiedy to następowało
bardzo dużo zmian w tym zakresie. Pomimo tego, że informacje
o tym ukazały się już w dwóch
publikacjach naukowych, w jednej z 1978 r., drugiej z 1999 r.,
a także rok temu na łamach „Tygodnika Kujawskiego”, myślę,
że warto poświęcić tej tematyce
kolejny artykuł.
Dla Włocławka czas niewoli rozpoczął się w 1793 r., czyli po II zaborze.
Jeszcze w tym samym roku zaborcy
wprowadzili nowy podział administracyjny nowo zdobytych terenów.
Włocławek znalazł się w prowincji
pod nazwą Prusy Południowe (Südpreussen), którą podzielono na dwa
departamenty. Ostatecznie Włocławek włączono do departamentu
piotrkowskiego, i powiatu brzeskiego
z siedzibą w Brześciu Kujawskim.
Po III rozbiorze, który miał miejsce
w 1795 r. Włocławek nadal przynale-
żał do Prus Południowych, i powiatu
brzeskiego. Prusacy zmienili tylko
podział prowincji na departamenty.
Włocławek włączono do departamentu poznańskiego. Do kolejnych
zmian w przynależności administracyjnej miasta i Kujaw wschodnich
doszło po zajęciu tych terenów przez
Francuzów. W 1807 r., po utworzeniu Księstwa Warszawskiego, jego
władze wprowadziły nowy podział
administracyjny kraju. W wyniku
tego podziału Włocławek, w dalszym ciągu należał do powiatu
brzeskiego ale przyłączony został
do departamentu bydgoskiego.
Do następnej zmiany w przynależ-
ności administracyjnej Włocławka
w okresie zaborów doszło po przegranej wojnie przez Napoleona z Rosją
i zajęciu Księstwa Warszawskiego
przez Rosjan. W 1815 r. utworzono
Królestwo Polskie, które połączono
unią personalną z Rosją. Królestwo
podzielone zostało na województwa
i obwody. Istniejące wcześniej trzy
powiaty kujawskie (brzeski, kowalski
i radziejowski) połączono w jeden –
obwód kujawski z siedzibą władz we
Włocławku. Obwód ten włączono
do województwa mazowieckiego ze
stolicą w Warszawie. Ważnym dla
Włocławka wydarzeniem było nadanie mu w 1819 r. przez Namiestnika Królestwa Polskiego praw, które
przysługiwały stolicom województw.
W efekcie, od tego momentu do koń-
ca okresu zaborów na czele władz
miasta stał prezydent, a nie jak wcze-
śniej (i jak w innych miastach kujawskich) burmistrz. Mimo to w 1830 r.
Włocławek przestał być stolicą obwodu, którą przeniesiono do Brześcia
Kujawskiego. Stało się tak na wnioski
mieszkańców wielu miejscowości obwodu, którzy narzekali na znaczne
odległości, które musieli pokonywać
w załatwianiu różnych spraw do
miasta, które tak naprawdę położone
było na krańcu obwodu. Włocławek
w tym czasie rozwijał się na tyle szybko, że tę decyzję zmieniono po kilku
latach, i w 1836 r. ponownie przeniesiono siedzibę władz obwodu kujawskiego z Brześcia Kujawskiego do
Włocławka.
W następnych dziesięcioleciach
dochodziło do „kosmetycznych”
zmian w przynależności administracyjnej Włocławka. W 1837 r. zmieniono nazwy województw na gubernie. Województwo mazowieckie, do
którego przynależało miasto od tego
roku istniało pod nazwą guberni warszawskiej. W 1842 r. przemianowano
obwody na powiaty. Z dotychczasowego obwodu kujawskiego utworzono powiat włocławski, który swym
zasięgiem obejmował nadal całe Kujawy wschodnie. Zmniejszenie liczby guberni z 8 do 5, na które zostało
podzielone Królestwo Polskie w 1844
r. nie wpłynęło na przynależność administracyjną Włocławka. Włocławek do końca zaborów przynależał
do guberni warszawskiej i był stolicą
powiatu włocławskiego. Nie miała na
to wpływu także gruntowna reforma
podziału administracyjnego Królestwa Polskiego, którą wprowadzono
w 1866 r. Wtedy podzielono kraj na 10
guberni i 85 powiatów. Dotychczasowy powiat włocławski podzielono na
dwa powiaty włocławski z siedzibą we
Włocławku, i radziejowski, a po utracie przez Radziejów praw miejskich
i przeniesieniu siedziby powiatu
z Radziejowa do Nieszawy, na powiat
nieszawski. W wyniku tej reformy
zmniejszyła się tylko wielkość powiatu włocławskiego, ale miasto nadal
pozostawało siedzibą władz powiatowych oraz innych ważnych instytucji
państwowych, szczebla powiatowego.
     W 1975 r. Włocławek został stolicą województwa włocławskiego. Obecnie jest stolicą powiatu włocławskiego, i przynależy do województwa kujawsko-pomorskiego. Te fakty znane są mieszkańcom miasta i regionu. Inaczej jest jednak ze znajomością przeszłości administracyjnej naszego miasta w historii, a szczególnie w okresie zaborów, kiedy to następowało bardzo dużo zmian w tym zakresie. Pomimo tego, że informacje o tym ukazały się już w dwóch publikacjach naukowych, w jednej z 1978 r., drugiej z 1999 r., a także rok temu na łamach „Tygodnika Kujawskiego”, myślę, że warto poświęcić tej tematyce kolejny artykuł.
     Dla Włocławka czas niewoli rozpoczął się w 1793 r., czyli po II zaborze. Jeszcze w tym samym roku zaborcy wprowadzili nowy podział administracyjny nowo zdobytych terenów. Włocławek znalazł się w prowincji pod nazwą Prusy Południowe (Südpreussen), którą podzielono na dwa departamenty. Ostatecznie Włocławek włączono do departamentu piotrkowskiego, i powiatu brzeskiego z siedzibą w Brześciu Kujawskim. Po III rozbiorze, który miał miejsce w 1795 r. Włocławek nadal przynale-żał do Prus Południowych, i powiatu brzeskiego. Prusacy zmienili tylko podział prowincji na departamenty. Włocławek włączono do departamentu poznańskiego. Do kolejnych zmian w przynależności administracyjnej miasta i Kujaw wschodnich doszło po zajęciu tych terenów przez Francuzów. W 1807 r., po utworzeniu Księstwa Warszawskiego, jego władze wprowadziły nowy podział administracyjny kraju. W wyniku tego podziału Włocławek, w dalszym ciągu należał do powiatu brzeskiego ale przyłączony został do departamentu bydgoskiego.Do następnej zmiany w przynależ-ności administracyjnej Włocławka w okresie zaborów doszło po przegranej wojnie przez Napoleona z Rosją i zajęciu Księstwa Warszawskiego przez Rosjan. W 1815 r. utworzono Królestwo Polskie, które połączono unią personalną z Rosją. Królestwo podzielone zostało na województwa i obwody. Istniejące wcześniej trzy powiaty kujawskie (brzeski, kowalski i radziejowski) połączono w jeden – obwód kujawski z siedzibą władz we Włocławku. Obwód ten włączono do województwa mazowieckiego ze stolicą w Warszawie. Ważnym dla Włocławka wydarzeniem było nadanie mu w 1819 r. przez Namiestnika Królestwa Polskiego praw, które przysługiwały stolicom województw. W efekcie, od tego momentu do koń-ca okresu zaborów na czele władz miasta stał prezydent, a nie jak wcze-śniej (i jak w innych miastach kujawskich) burmistrz. Mimo to w 1830 r. Włocławek przestał być stolicą obwodu, którą przeniesiono do Brześcia Kujawskiego. Stało się tak na wnioski mieszkańców wielu miejscowości obwodu, którzy narzekali na znaczne odległości, które musieli pokonywać w załatwianiu różnych spraw do miasta, które tak naprawdę położone było na krańcu obwodu. Włocławek w tym czasie rozwijał się na tyle szybko, że tę decyzję zmieniono po kilku latach, i w 1836 r. ponownie przeniesiono siedzibę władz obwodu kujawskiego z Brześcia Kujawskiego do Włocławka.
     W następnych dziesięcioleciach dochodziło do „kosmetycznych” zmian w przynależności administracyjnej Włocławka. W 1837 r. zmieniono nazwy województw na gubernie. Województwo mazowieckie, do którego przynależało miasto od tego roku istniało pod nazwą guberni warszawskiej. W 1842 r. przemianowano obwody na powiaty. Z dotychczasowego obwodu kujawskiego utworzono powiat włocławski, który swym zasięgiem obejmował nadal całe Kujawy wschodnie. Zmniejszenie liczby guberni z 8 do 5, na które zostało podzielone Królestwo Polskie w 1844 r. nie wpłynęło na przynależność administracyjną Włocławka. Włocławek do końca zaborów przynależał do guberni warszawskiej i był stolicą powiatu włocławskiego. Nie miała na to wpływu także gruntowna reforma podziału administracyjnego Królestwa Polskiego, którą wprowadzono w 1866 r. Wtedy podzielono kraj na 10 guberni i 85 powiatów. Dotychczasowy powiat włocławski podzielono na dwa powiaty włocławski z siedzibą we Włocławku, i radziejowski, a po utracie przez Radziejów praw miejskich i przeniesieniu siedziby powiatu z Radziejowa do Nieszawy, na powiat nieszawski. W wyniku tej reformy zmniejszyła się tylko wielkość powiatu włocławskiego, ale miasto nadal pozostawało siedzibą władz powiatowych oraz innych ważnych instytucji państwowych, szczebla powiatowego.

Сокровищница истории: Лувр Абу-Даби